Wczorajszy wieczór minął mi pracowicie. W sumie nie zeszłam z komputera przez kilka godzin. Wieczorem wyszłam do sklepu po mleko. Kupiłam kilka rzeczy a o mleku zapomniałam. Czasem jestem tak zakręcona, zaakceptowałam jednak tą część siebie i całkiem mi z nią dobrze. Kiedy wyszłam ogarnął mnie przenikliwy chłód i szybko pożałowałam że nie wzięłam czapki. Niby termometry wskazywały 9 stopni, ale ten lodowaty wiatr nie uczynił tego krótkiego spaceru do sklepu przyjemnym. Wręcz przeciwnie chciałam wracać jak najszybciej do domu z myślą że pragnę po prostu zakopać się pod puchaty koc. Potem już siedzieć tam i już nie musieć wychodzić. Magia długich jesiennych wieczorów.
Mój kręgosłup już ma się lepiej i napięcie między łopatkami znikło. Jednak dałam sobie jeszcze jeden dzień względnego odpoczynku i zrobiłam tylko to co musiałam, pranie, obiad na jutro i lekko ogarnęłam mieszkanie. P. długo spał, bardzo zmęczony ostatnim okresem. Ta rywalizacja pomiędzy nimi o stanowisko zakrawa na jakieś szaleństwo. Wczoraj okazało się że firma opublikowała zewnętrznie ogłoszenie na podobne stanowisko i teraz zastanawia się czy firma nie robi ich w balona. Przecież takie stanowisko miało być tylko jedno. Dziś 2,5 godziny dyskutował przez telefon ze swoim menagerem. Alex powiedział mu wprost że on nie wierzy w uczciwość przeprowadzenia tej rekrutacji, bo wielokrotnie widział że stanowiska dostawały osoby pozbawione kompletnie kompetencji, a ci którzy naprawdę by się nadawali byli odrzucani. Zastanawiam się czy intuicja mnie nie zawiedzie. Czas pokaże. Daty decyzji nadal nie ma. To wszystko jest conajmniej dziwne, ale niech się dzieje co chce. Będę go wspierać nie ważne co by się nie wydarzyło.
Cały wieczór i pół nocy wczoraj towarzyszyła mi muzyka. Nie ma na ziemi nic takiego co jest w stanie poderwać mnie do działania w sekundę tak jak muzyka. Czasami zastanawiam się czy to nie ma nic wspólnego z tym że i tata i dziadek byli artystami, grali w zespołach. My z bratem nie odziedziczyliśmy talentu muzycznego, ale ta magia muzyki płynie w moich żyłach i pobudza mnie do działania jak nic innego. Za to moja chrzestna córka ma nutkę talentu po dziadkach, bo ma piękny, silny głos. Trzymam kciuki żeby wykluło się z tego coś niesamowitego.
To cudowne utalentowane dziecko i jestem z niej bardzo dumna. Ma dopiero 9 lat a już osiąga już sukcesy sportowe. Przedwczoraj zdobyła złoty medal w zawodach wojewódzkich z taekwondo olimpijskiego. Mam nadzieję że pójdzie taką drogą jaką sama sobie wymarzy, z całego serca będę ją w tym wspierać na każdy możliwy sposób. W tym roku ma komunię, a dopiero nosiłam tego łobuziaka na rękach. Kiedy ten czas minął? Pojecia nie mam...


Komentarze
Prześlij komentarz