Przejdź do głównej zawartości
Czwartek. Dziś mam wolny dzień. O poranku nie poszłam na siłownię, zostawiłam to na późny wieczór. Byłam jakoś zbyt zmęczona. Czekała mnie też rozmowa z P. której nie chciałam odkładać.Ta rozmowa miała nie być miła, jednak mój przyjaciel swoim "nie wjeżdzaj tam jak smoczyca" sprawił że wyhamowałam w swoich damskich zapędach i było jednak spokojnie. Niesamowicie doceniam jego obecność w swoim życiu. Czasem chyba tylko facet faceta zrozumie. 

Na P. byłam solidnie wkurzona dopóki mi nie wytłumaczył o co chodzi. Jego stres z powodu tego co dzieje się w pracy, w związku z tym stanowiskiem jest ogromny. Ma dość tej rywalizacji, tego szkolenia, mówi że póki się to nie skończy to chyba nie będzie spokojny i dalej będzie się stresował. Myślę że boi się że mimo włożonego wysiłku nie dostanie tej pracy i tak oczywiście może być. Staram się go jakoś wspierać, ale w takiej sytuacji niewiele więcej można zrobić. Czekać. Tyle nam pozostało. 

Pogoda nie rozpieszcza, ale zrobiło się nieco cieplej bo 12 stopni. Jeśli nie wieje jest bardzo przyjemnie. Jutro ma się ocieplić i w dzień ma być nawet do 16 stopni. Noce też są cieplejsze, nawet 12 stopni. Dwa dni temu było jeszcze tylko 3 i czuć było niemal zimową atmosferę. Cieszę się tą poprawą pogody, jak na tą porę roku i na ten czas to naprawdę ciepło. Jeśli w poniedziałek pogoda dopisze jest szansa że wybiorę się zajrzeć na działkę, póki co ma być bezdeszczowo i 15 stopni. 

Coraz szybszymi krokami zbliża się kolejny zjazd. W tym samym czasie wypadają moje 40-te urodziny. Jedziemy więc razem z P. Może tym razem uda nam się spędzić ten czas w jakiś miły sposób. Mam nadzieję że nie będę wyprana po zajęciach i będę mieć siłę na dodatkowe aktywności w te dni. Pogoda długoterminowa niestety przewiduje cały weekend deszcz. Mam jednak nadzieję że się nie sprawdzi i jednak będzie trochę bezdeszczowej pogody, żebyśmy mogli pospacerować chociaż wieczorami. 

Na czas naszego przylotu Warszawa Centralna ma być zamknięta z powodu remontu. Czeka nas więc trochę zamieszania. Zmieniono też godzinę odlotu samolotu z Warszawy z 12.40 na 12.05. Mam nadzieję że wyrobimy się z pociągu na samolot potem. Zwykle miałam 2,5h zapasu czasowego, teraz będzie tylko 2 godziny i mam nadzieję że nie spóźnimy się na samolot powrotny. Zależy mi żeby wracać tym wcześniejszym niż wieczornym. dlatego ten o 12 pasuje mi zawsze idealnie, bo zazwyczaj już o 15 jestem potem w domu. 

Dzisiaj planuję siłownię, pranie, zakupy, ugotowanie obiadu na jutro i potem już tylko odpoczynek. Myślę że bez napinki dam radę ogarnąć wszystko. Kawa zaliczona, można zaczynać dzień.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Poniedziałek 27.10.2025.  Dochodzi 16.00 a na dworze powoli robi się szaro. Jeszcze odrobina słońca na niebie przypomina że nadal mamy dzień. Ta zmiana czasu pierwszy raz była dla mnie zupełnie nieodczuwalna, być może dlatego że byłam tak zmęczona że nawet tego nie zauważyłam. W sumie co za różnica. Pogoda już nie rozpieszcza. W dzień temperatury oscylują koło 10 stopni jednak noce są zimne, wczoraj było tylko 3 stopnie. Można uznać że nadeszła prawdziwa jesień, bo po pięknej pogodzie zostały już tylko wspomnienia. Jednak ta jesień rozpieszczała nas długo, bo do połowy października jedyne co nosiłam na zewnątrz to cieplejsza bluza. Piękna była ta jesień. Chyba sobie ją wymarzyłam. Czuję że razem z zamknięciem pamiętników na V, kończy się jakaś epoka. Dziwnie mi z tym. Tyle lat. Często lubiłam wracać do dawnych wpisów, przyglądając się temu jak bardzo zmieniłam się ja, jak zmienił się mój świat. Dziś, jedyne co nam dziewczynom z V pozostało to wysłanie maila z prośbą o udostępnienie...
Drugi listopada. W końcu mam wolne. Ten tydzień to był jakiś energetyczny armagedon dla mnie. Tyle ile się ubiegałam, napracowałam, ile wysiłku włożyłam w pewne rzeczy nie wie nikt. Siłownia pomaga mi trzymać formę i poziom energii, ale dziś poczułam zmęczenie kiedy wstałam, a spałam 9h i 30 minut co mi się nie zdarza zbyt często. Zazwyczaj 8h to mój cel idealny. Dziś jednak czułam się tak zmęczona po przebudzeniu że postanowiłam jeszcze na chwilę zaknąć oczy a ta chwila okazała się mieć półtorej godziny. No cóż,  wypoczynek rzecz święta i nie ma czego żałować.  Październik kończę z 325.000 kroków na liczniku i wagą -2,2kg od 19.10 do dziś.  Ten tydzień aktywnie był słabszy niż poprzedni. Średnia dzienna kroków to 10.500, trening siłowy x3, bo dzisiejszego wieczoru chyba nikt mnie na siłownie nie wyciągnie nawet dźwigiem. Dziś REGENERACJA na 100%, lenistwo i relaks! Takich dni w moim życiu nie ma wiele, ale uczę się tego żeby NAPRAWDĘ ODPOCZYWAĆ przynajmniej raz w tygodni...
   Piątek. Miasto budzi mnie odgłosami panów którzy dbają o porządek i syren karetki. Dawno tyle nie spałam. Prawie 10 godzin. Wstałam wypoczęta i zadowolona, a przywitały mnie życzenia urodzinowe do P. To jest ten dzień kiedy obudziłam się jako 40 latka. Dziwnie mi z tym, bo moja dusza nadal ma 21 i przez tyle lat nic się nie zmieniło. Tak sobie myślę że cztery dychy to już poważny wiek i że może powinnam coś zmienić w swoim życiu na bardziej poważne, ale ani mi się śni! Przypomniała mi się lekcja z psychologii kiedy jeden z doktorków zapytał o to kto czuje się starszy niż jest i tylko jedna osoba podniosła rękę, bo reszta czuła się dużo młodsza. Powiedział wtedy że to jest właśnie to! Najważniejsze żeby czuć się młodszym bo to ma mega znaczenie. Tak więc bez dwóch zdań należę do osób które nawet w wieku 70 lat będą czuły się jak 20latki. Oczywiście jeśli dożyję! Myślę że mam to trochę po mamie. W tym roku będzie mieć 70 lat a energii pozazdrościła by jej nie jedna 20 latka. ...