Dramat emocjonalny. Nic dodać nic ująć. Pojechałam na przegląd w poniedziałek. Facet tak rył silnikiem że dramat. patrzyłam na to z boku i się zastanawiałam co jest kurffa?! Potem okazało się że robił wszystko żeby MOT nie przeszedł. Moja puszka niestety nie została przepuszczona ze względu na zbyt wysoką emisję spalin, czyli przekroczone o 0,2%. Cyrk... Facet który robił przegląd w serwisie powiedział mi wręczając oblany przegląd że "za 600f mogę ci to zrobić w tej chwili". Popatrzyłam na niego i stwierdziłam że dzięki, skontaktuję się ze swoim mechanikiem. Tak czy siak samochodem jeździć nie mogłam.
Pojechałam do mojego mechanika. Podłączył komputer, posprawdzał, mówi tutaj nic nie ma. Opowiedziałam mu co robił na przeglądzie. Ten się zaczął śmiać i mówi że on specjalnie dawał takie obroty żeby emisja nie przeszła a powinien dawać od 2.5 do 3,5 tyś. No tak się wkur... że szok. Dwa dni myślałam co tu zrobić. Przecież byłam świadoma że skrzynia już jest nie za dobra, pogadałam z kolegami, obaj mechanikami są. Mówią że skrzynia może pójść w każdej chwili więc stwierdziłam że kupię drugi samochód. Dziś w końcu miałam wolny dzień więc kiedy spotkałam sąsiada, powiedziałam mu że jadę oglądać samochód ale się trochę boję czy mnie nie oszukają. Powiedział że mnie zawiezie i pomoże. Pojechaliśmy oboje. Samochód fajny jak za te pieniądze, 2016 rok, tylko ponad 60 tyś najechane.
Obejrzeliśmy, a że właściciel pracuje za granicą i często wyjeżdza to kluczyki i dokumenty dała nam jego siostra. Wróciłam do domu mega zadowolona, bo samochód zadbany, jednynie co to plastikowa osłona błotnika do malowania i lekka rysa na drzwiach. Potem próbuję opłacić tax road bez którego w tym kraju jeździć po ulicach nie wolno. A tam niespodzianka... numer referencyjny błędny. Popatrzyłam dokumenty ze swojego poprzedniego samochodu, porównałam, weszłam na stronę rządową i widzę że dał mi dokument który on dostał od poprzedniego właściciela, bo on ogólnie handluje samochodami a z zawodu jest prawnikiem. Kupił samochód trzy tygodnie temu. Powinien dać mi nowy.
Przez to całe zamieszanie z jego nieogarniętą siostrą, nie mogę wykupić tax road i nie mogę autem jeździć! Obiecał mi że dziś jego siostra kończy pracę o godzinie 23 i ten dokument poszuka. Tak mu tam dałam popalić, że chyba miał mnie dość. Na koniec pisze mi że wraca w niedziele za tydzień a tu gdzie teraz pracuje jest 3 rano, a za to że nie pozwalam mu spać do 3 w nocy to stawiam mu obiad. Że w sumie za każdy mandat jeśli będę jakiś miała to zapłaci on bo w końcu jeszcze jest właścicielem w dvla. Ja już przed oczami mam najgorsze scenariusze. Że mnie oszuka, albo że to jakiś złodziej. Tymczasem on mi pisze że gdyby mnie chciał oszukać to by ze mną nie pisał przez kilka godzin. Dochodzi 22.40 a ja czekam na telefon od jego siostry czy ten cholerny log book znajdzie i da mi odpowiednią część z dobrym numerem referencyjnym.
Ja nie wiem co ja mam za pecha, że cokolwiek nie kupuję to wiecznie musi być z tym coś nie tak. To już enty raz w moim życiu, nawet to że zabrałam sąsiada nie pomogło. Z tego wkurzenia nie mogę się niczym zająć. Pół dnia chodziłam niewyspana, bo wstałam wcześnie żeby ogarnąć samochód, głodna do 21.00 bo nie miałam czasu przez to wszystko zjeść, a teraz jeszcze wkur... bo okazało się że w papierach mają burdel i kupiłam śliczniutki samochodzik którym kurde nie mogę jeździć bo nie mogę go opłacić...
Jezu drogi co jeszcze się może wydarzyć. Jeśli nie zarejestrował mnie jako nowego właściciela to nawet mając stary odcinek v5c nie mogę zarejestrować samochodu na siebie... czyli automatycznie może nie być mój. Próbuję nie myśleć, ale jakoś samo się myśli...mam nadzieję że ona wkrótce zadzwoni. A jeśli nie, to on odezwie się rano tak jak obiecał. Jak sobie pomyślę że tyle pieniędzy może przepaść to nie wiem czy dziś zasnę...Ten dzień mnie absolutnie wykończył, czekam rana i mam nadzieję że to wszystko okaże się tylko złym snem i wszystko będzie okej. Każdy mi mówi nie panikuj... Tylko jak mam o tym nie myśleć?

Współczuję tych wszystkich sytuacji. Dużo nerwów i jeszcze uziemienie. Masakra.
OdpowiedzUsuńo matko. Współczuję...
OdpowiedzUsuń