Wczoraj poszliśmy z P. do kina. Grali u nas polski film, który niedawno wszedł do kin "Dom dobry". Nie spodziewałam się jak skończy się dla mnie ten seans. W psychoterapii mówi się że "ciało" ma pamięć, ale to jak wywaliło we mnie to co przedstawione w filmie przeraziło mnie samą. Już podczas seansu gubiłam oddech, robiło mi się słabo. Wyszliśmy z kina i dopiero wtedy to napięcie spowodowało że nie wytrzymałam. Zaczęłam tak płakać, a moje myślenie było tylko jedno, Jezu co się dzieje że mam wrażenie że moje ciało nie współpracuje z moim rozumem. Rozum mówił "tu jest twoja rzeczywistość wyszłaś z kina" ciało jednak czuło coś innego.
Jakby czas zawrócił. Jakby ktoś zatrzymał świat. Jakbym zawisła w jakiejś przestrzeni i nie mogła się z niej ruszyć. Ta trauma ożyła i poczułam ją znowu całą sobą. P. patrzył na mnie nawet nie zaskoczony, bo widział i bacznie mnie obserwował w kinie. Obserwatorem jest dobrym, jedyny człowiek na ziemi który na mnie patrzy i już wie. Nie rozumiał tylko dlaczego. Najpierw mnie przytulił a potem w oczach zobaczyłam wściekłość. Zapytał który to z nich? Nie odpowiedziałam mu, nie byłam w stanie.
Tej nocy nie spałam dobrze. Obudziłam się wcześnie rano. Miałam koszmary, obudziłam się z wrażeniem że ktoś siedzi na mnie i nie mogę złapać oddechu. Kiedy otworzyłam oczy i zrozumiałam że rzeczywistość jest inna, ulżyło mi. Czuję że moje ciało nadal czuje napięcie i dyskomfort, ale już mniej niż poprzednio, to już nie ptsd, to pamięć traumy. Można milion razy mówić o czymś, wspominać i nie dzieje się nic, aż potem pojawia się bodziec którego ciało nie umie zignorować.
Przemoc to nie tylko ta fizyczna. Nie ważne jaką ma formę. Nikt nie powinien się na nią godzić, niezależnie od tego czym ją próbuje usprawiedliwiać (np. bo są dzieci, bo mamy wspólny kredyt itp).
Pijąc kawę biegnę myślami do mojej koleżanki z pracy. Scena jak z tego filmu, on wystawia ją w mroźny zimowy wieczór na dwór w majtkach i polewa wężem ogrodowym lodowatą wodą. Mam ochotę rozszarpać tego ... ! Budzi się we mnie potężny gniew. Znowu. Dopiero kiedy po X razie wezwała policję i uświadomili go co będzie dalej uspokoił się, pytanie na jak długo. Pytanie ile jeszcze razy zanim ona zdecyduje się odejść. A przecież też nigdy jej nie uderzył, "a jak nie bije to nie przemoc", "jak popycha to przecież nie bije", "no przecież on taki dobry, spokojny człowiek" ?
Ja odchodziłam 3 razy, tylko czy aż? Sama nie wiem...
Przypomina mi się zdanie które usłyszałam od terapeuty kiedyś: "człowiek ma to na co się godzi".
Pytanie na co ty i ja chcemy się godzić?
To zdanie zostało ze mną na zawsze.
Nie daję przyzwolenia na przemoc.
Na żadną jej formę.
Już nigdy.

chyba muszę ten film obejrzeć... :)
OdpowiedzUsuńChyba nie chce obejrzec... Zobaczylam zwiastun, to chyba nie na moje nerwy. Tulam
OdpowiedzUsuń