Nie wiem kiedy mijają te dni ale mamy już środę. Z Polski wróciliśmy w poniedziałek. Nie wiem czy coś złapałam, ale od wczoraj boli mnie każdy staw jaki mam w ciele. Nadgarstki, kostki, kolana, nawet czuję stawy biodrowe. Lekko pokasłuję, bolą mnie plecy i drugi dzień nie mogę spać, wstaję po kilku godzinach. Znowu będę męczyć się w pracy. Dobrze że jutro mam wolne.
Ten zjazd wykończył mnie kompletnie. Tak poszło po liniach, tak trudne rzeczy wypłynęły na zajęciach że do dziś to czuję. To konfrontowanie się ze swoimi demonami to najtrudniejsza rzecz jakiej w życiu doświadczyłam, jeszcze kiedy robisz to przez cała grupą. Chyba tylko ten kto przygotowywał się do tego zawodu zrozumie jak to jest. Psychoterapia indywidualna przy tym to przy tym bajka. Chyba nie mam innego porównania.
Pogoda dziś zimowa, posypało śniegiem, ale jak to w UK, tylko na kilka godzin. Koleżanki pokazują mi swoje choinki na zdjęciach a ja nawet nie czuję magii świąt. Zawsze kochałam ten czas. Teraz nie mam na to czasu ani siły. Przede wszystkim siły. Dobrze że jeszcze wcześnie, mam czas ogarnąć jakieś dekoracje, ale na dziś mam wrażenie że będę to robić żeby zrobić a nie dla przyjemności z radością jak zwykle. Jeszcze przed samymi świętami mam kolejny zjazd, więc podejrzewam że humor przedświąteczny będzie mocno średni. Póki co nie pozostaje mi nic innego niż czekać i przekonać się jak będzie.


też jeszcze magii świąt nie czuję. Może jak śnieg zobaczę...:)
OdpowiedzUsuń