Środa.
Kładłam się z planem że wstanę wyspana i wypoczęta. Chyba żaden z nich się nie spełnił. Śniły mi się takie głupoty, że zastanawiałam się jak mój mózg sobie takie fantazje poskładał i skąd. Tak czy inaczej budziłam się często i nie wyspałam się wcale. Wstałam wymięta i poszłam do łazienki licząc że zimna woda na twarz mnie rozbudzi, nic z tego. W trybie zombie poszłam do kuchni zrobić kawę.
Za oknem zaskoczyło mnie słońce. Przez ostatnie pochmurne dni nie widziałam go ani razu. Czuję się lekko przeziębiona, moje pokasływanie przekształciło się w silny mokry kaszel, ból gardła nawrócił. Cholera jasna liczyłam na to, że może jednak samo przejdzie i że to zwykłe przeziębienie. Bo od wczoraj jest trochę gorzej zamiast lepiej. Zobaczę co przyniesie dzisiejszy dzień.
Zastanawiam się co słychać na działce. Pewnie niezły tam armagedon. Nie mam jednak zupełnie czasu żeby tam zajrzeć, więc pojadę tam dopiero pewnie po połowie stycznia. Mimo że obrobiłam wszystko przez jesienią to spodziewam się że będzie tam zielono jak na łące. Chwastom wszystko jedno jaka jest pogoda, a mrozów raczej się nie spodziewam żeby chwasty umarzły. Jeszcze miesiąc i będzie można powoli wysiewać paprykę. Nie wiem czy będę siać czy znowu kupię sadzonki. Wiadomo że wysiewane w domu zaowocują dużo wcześniej, niż te które były kupione w sklepie. Plany ogrodnicze jednak odkładam jeszcze na kilka tygodni.
Dużo zdrówka Ci życzę, dbaj o siebie :) ja mam w planie odwiedzić działkę, ale tak w ramach zwiadu. Czy jest OK. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki <3
Usuń