21 stycznia.
Dni mijają mi szalenie szybko. Tydzień w Polsce minął jeszcze szybciej. Ze szkoły jechałam 5.5 godziny pociągiem do rodziców, przez zaśnieżoną Polskę. Popsuła się lokomotywa, PKP podstawiało autobusy. Kierowca tak zasuwał przez zaśnieżoną ekspresówkę że przejechał zjazd a potem musiał długo jechać zanim mógł zawrócić.Kiedy dojechałam do rodziców śnieg sięgał już ponad kolana i padało dalej. Piękna, bajkowa wręcz zima.
Kolejne dwa dni to był totalny powrót do dzieciństwa. Specerowałyśmy z księżniczką po zaśnieżonych łąkach, posżłyśmy nad rzekę podejrzeć bobrowisko. Im bliżej rzeki bym więcej śniegu i ciężko było nam iść, jakoś powoli dotarłyśmy tam ale w najgorszych miejscach śnieg sięgał mi do połowy ud i z tego powodu zrezygnowałyśmy z dalszej wyprawy. Przemoczyłyśmy spodnie, a 17 stopniowy mróz dawał się we znaki.
Potem były sanki! Księżniczka była taka zadowolona że nie było opcji zaciągnąć jej do domu. Zdziwiło mnie to że żadne dzieci oprócz niej nie wychodzą na sanki. Dosłownie głucha cisza panowała na wsi. Kiedy my byliśmy młodzi, całą brygadą jeździliśmy na workach, na dachu od trabanta, potrafiliśmy to robić całe dnie aż zapadał zmierzch i trzeba było wracać do domu. Mała powiedziała że nikt nie wychodzi się bawić, każdy woli telefon. Smutny ten nowoczesny świat, bardzo smutny dla wielu dzieci pozbawionych fajnych doświadczeń.
Ta zima w tym roku zaskoczyła tak bardzo że naprawdę można się wybawić na śniegu. Nie wiem ile orłów wywaliłyśmy, ile razy leżałyśmy w zaspie, rzucałyśmy się śniegiem. Wspomnienia które jej daję są bezcenne. Po latach potrafi wspominać "ciocia a pamiętasz jak byłam malutka to wtedy robiłyśmy coś..." Zawsze wtedy zaskakuje mnie to, że pamięta. Z braku czasu nie widzimy się tak często jak wcześniej, ale mam nadzieję że w tym roku będzie odrobinę lepiej jeśli się uda.
Po tym krótkim tygodniowym wyjeździe powrót do pracy to był jakiś armagedon. Gapienie się w komputer całe dnie, mnóstwo biegania umęczyło mnie tak cholernie że po 3 dniach padłam jak placek i uznałam że potrzebuję wolnego weekendu i nie będzie żadnych ekstra godzin w pracy w tym tygodniu. Ostro nadrabiam spanie przez ostatni tydzień, bywają dni że sypiam po 10 nawet 11h co dla mnie jest dość dziwne. Być może mój organizm potrzebuje ekstra odpoczynku.
Kiedy wróciłam do domu zastałam wiosnę. Termometry wskazywały 10 stopni na plusie, piękne słońce. Dni są już dużo dłuższe i jeszcze po 17.00 jest jeszcze widno. To jest mój ukochany czas, bo wiem że idzie wiosna i czuć to wszędzie. Wiosna ach wiosna! Już zielono mi w głowie😁 A w niej pączkują pomysły na działkę, wszelakie plany ogrodnicze. Obiecałam sobie że w tym roku będę mieć na to więcej czasu, ale wiadomo jak to jest z tymi obietnicami, w szczególności jak się tyle pracuje i nadal studiuje. Zobaczymy jak będzie.




Pięknie spędziłaś czas w Polsce. Zazdroszczę tych temperatur wiosennych. jak pomyślę, że zoma ma trwać jeszcze 2 miesiace, to słabo mi sie robi.
OdpowiedzUsuń