Piąty stycznia. Wita mnie znowu piękne słońce. Ubrałam się we wszystko co mięciutkie i milutkie, wrzuciłam pranie i usiadłam z kawą. Jakie to cudowne uczucie tak usiąść i nic nie musieć. Potrzebowałam tego wytchnienia.Dni mijają mi szybko, mam wrażenie że dopiero był sylwester. Ostatnie dwa dni w pracy dały mi nieźle w dupsko, brakowało sporo ludzi, jeszcze sporo osób jest na urlopach świątecznych.
Dziś jeden wolny dzień. Jestem za niego niezwykle wdzięczna bo marzyłam o tym żeby siedzieć w cieple i nie musieć wychodzić na ten mróz, nawet na chwilę! Tyle lat już minęło że odwykłam od takiej pogody, bo w strefie pogodowej wokół Londynu zawsze jest najcieplej, nawet jeśli przyjdzie mrozik -2 na chwilkę to już sporo a tu nagle -5, odczuwalna -8 i to przez cały tydzień?! Trochę śniegu leży na ulicach i na dachach od kilku dni. Takiego zjawiska nie pamiętam od 10 lat. Śnieg nigdy nie leżał dłużej niż kilka godzin. Przyjemny to jest widok, rozjaśnił tą zimową szarość.
Mróz ma do siebie tylko jeden plus, wymrozi mi chwasty na działce! Jest więc szansa że kiedy w końcu znajdę czas żeby tam pojechać (czytajcie "może pod koniec stycznia"😂) nie będzie tam zielono jak w buszu. Serduszko się raduje bo idzie wiosna. Dni są już coraz dłuższe i mam taką myśl, że żyjąc w takim zabieganiu ani się obejrzę i będzie marzec a potem to już będzie raj. Przez natłok obowiązków w tym roku nie zdążyłam się nawet złościć że zima się ciągnie, bo nawet nie wiem kiedy minęły mi ostatnie miesiące. Ma to swoje plusy i minusy.
Ostatnio przychodzi mi do głowy żeby zasiać już jakieś roślinki. Mamy styczeń więc to czas na wysiew papryki. Pytanie czy jak będę wyjeżdzać to P. przypilnuje siewek. Różnie to może być, bo bywa zapominalski. Muszę przejrzeć nasiona, nie wiem sama co tam mam a co jeszcze potrzebuję kupić. W sumie planów działkowych nie zrobiłam jeszcze wcale, może nadrobię to w nadchodzącym tygodniu będąc w Polsce. Wtedy przynajmniej będę miała na to czas.
Sprawdzam pogodę na nadchodzący wyjazd i mnie trochę przerażają te zapowiadane opady śniegu. Mam nadzieję że wylecę jak i wrócę w planowanym terminie, a pociąg dowiezie mnie do rodziców i nie utknie w jakiejś zaspie. Też przeraża mnie ta wieczorna ponad 5 godzinna trasa. Będę zmęczona po całodniowych zajęciach a jeszcze tyle godzin podróży. Podjęłam jednak taką decyzję żeby pobyć u rodziców dzień dłużej i teraz już planów nie będę zmieniać, bo już skróciłam pobyt w hotelu o jeden dzień. Zobaczymy jak to wyjdzie😋

Na pocieszenie - dojechalam w sobote pociagiem, ponad 500 km, polowq trasy w zamieci (dawno takiej nie widzialam) i byl idealnie punktualny;) jestem pewna ze autem byloby dluzej niz 5,5 h w tych warunkach...polskie pociagi w ogole dobrze sobie radza w europejskich porownaniach, wiec trzymam kciuki
OdpowiedzUsuń