Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025
30 grudnia. Po dwóch dniach wolnego chciałabym powiedzieć że jestem wypoczęta, ale średnio, bo znowu chora. Wczoraj nie było już wyjścia bo kaszel astmatyczny który męczył mnie od początku grudnia połączył się z jakąś infekcją. Było mi już tak trudno funkcjonować że poszłam do lekarza kiedy po dwóch dniach poczułam że nie jestem w stanie już nic odkrztusić a to wszystko zalega mi w oskrzelach. Standardowo dostałam antybiotyk i serię prednizolonu. Po jednym dniu czuję lekką poprawę. Jeśli mnie pamięć nie myli dziś przespałam pierwszy raz od niemal miesiąca całe, nieprzerwane 8 godzin, bez żadnych wybudzeń. Zaczęłam grzebać w necie, co tak naprawdę jest powodem tego że mam już kolejny rzut astmy połączonej z infekcją. Skoro badania mam super, rtg płuc okej musiała być inna rzecz która na to wpływała. Jak się okazało po moim researchu to polipy w nosie, które wiem że mam. Ponieważ jestem alergiczką polipy narastają w nosie i powinnam bez przerwy być na sterydach do nosa, które sprawiają ż...
 25 grudnia 2025.  W Boże Narodzenie obudziłam się wcześnie. Wyjrzałam za okno. Lekki przymrozek i bezchmurne niebo. Przyjemny widok jak na Boże Narodzenie, śniegu raczej nie było się co spodziewać. Zrobiłam kawę i usiadłam w salonie. Za jakąś godzinę słońce rozjaśniło niebo. Wczorajszy wieczór był naprawdę piękny. Najpier kolacja, potem prezenty, rozmowy. Zaskoczona byłam kiedy P. włączył nastrojową muzykę i poprosił mnie do tańca, żeby nie było, oboje nie umiemy tańczyć😂. Było to jednak przemiłe i ta bliskość była inna, głębsza, jakby fizycznie zawisła w powietrzu. Dawno nie mieliśmy czasu żeby tak się zatrzymać i pobyć razem bez pośpiechu. Od połowy listopada w sumie ciągle w biegu, jak nie praca to szkoła, zmęczenie, brakowało czasu na wszystko.  Potem przyszła spóźniona mocno koleżanka. Jej szef zachował się jak ostatni gnojek. Powiedział im że wyjdą z pracy o 19 a potem uznał że nie wyjdą dopóki nie dokończą pracy. Dołączyła do nas dopiero po 22.30 starsznie rozżal...
 23 grudnia 2025. Dzień przed wigilią. Po wczorajszym męczącym dniu gdy spałam tylko 4 godziny, dziś z zadowoleniem wstałam po ponad 9 godzinach, wypoczęta i wyspana. Budzik zadzwonił a ja, no cóż... pospałabym jeszcze. Nie ma rady trzeba było wstawać do pracy. Nadal nie czuję świątecznej atmosfery, albo zwyczajnie jestem na to zbyt zmęczona żeby się tym cieszyć.  Jeszcze nic nie ugotowałam, tak naprawdę zamierzam zrobić to jutro. Na kolację wigilijną umówiłyśmy się dopiero na 19-20 więc zdążę ugotować zupę grzybową, rybę po grecku, sałatkę jarzynową i ryby. Kupiłam śledzie i sernik, jutro dokupię jeszcze jakieś ciasto i upiekę piernik. Prezenty już zapakowałam więc z głowy, został tylko jeden który ma dojechać dzisiaj. Przed pracą ogarnęłam jeszcze szorowanie całej łazienki i szybki prysznic. Nie wiedzieć czemu od wczoraj dokucza mi ból lewego biodra, który ciągnie lekko w górę pleców. Oby to nie był objaw rwy kulszowej, bo takich atrakcji to ja nie potrzebuję, szczególnie ni...
21/22 grudnia 2025. Dziś mam wolne. Obudziłam się po 4 godzinach i nie mogłam zasnąć. Wstałam. Nie wiem czy te moje przebudzenia nadal wynikają z astmy, zapewne tak. Nadal męczy mnie kaszel ale jest już lepiej i zaczynam schodzić z dawki sterydów wziewnych, zobaczymy co będzie. Pogoda w dzień była w miarę, po południu zaczęło popadywać i zrobiło się średnio przyjemnie. Planu dnia nie wykonałam. Chciałam zrobić dużo, trochę mi nie poszło. Ogarnęłam dwa prania i szuszenie, zakupy w jednym zaplanowanym sklepie, drugi miałam odwiedzić wieczorem. Zdawało mi się że dam radę przetrzymać tak do pory snu, ale moje ciało zaczęło się domagać odpoczynku. Zasnęłam więc po południu na kolejne 6 godzin, przebudziłam się o 22. Pięknie. Kiedy wstałam zabrałam się za sprzątanie, na zakupy było już za późno bo to niedziela.  Pozostało mi zajęcie się czymś w domu. Zaczęłam rozpakowywać kartony z przesyłkami których było kilkanaście. W tygodniu nie miałam czasu bo te długie godziny pracy sparawiały że ...
Wtorek. Szczęśliwie wróciłam do domu po tej cholernie długiej męczącej podróży. Warszawskie lotnisko dało popis. Wysiadły bramki do automatycznej kontroli paszportowej i tym sposobem utworzyły się tak gigantyczne kolejki, że wiele osób nie zdążyło na samoloty, mimo że bramki były otwarte dużo dłużej. Przy okazji byłam świadkiem jak piękna pani obsługująca linie LOT na lot do Mołdawii była wulgarna dla jednej z pasażerek, krzycząc na nią "where have you been, we are closing!!!!" a potem przeklinając w głos po polsku. Kobieta rzecz jasna jej bluzgów nie rozumiała. Obserwując to z boku miałam koszmarny niesmak. Jak można publicznie, przy takiej ilości ludzi czekających obok na kolejny lot tak się zachowywać. Po tej pani jeszcze kilku pasażerów się spóźniło i jakoś do nikogo się w taki sposób nie odezwała. Za kilkanaście minut kiedy zdecydowano że jednak już dłużej samolot nie będzie czekać na pasażerów zamknęli bramki i zbierali się do wyjścia. Piękna pani obsługująca LOT jeszcz...
Boże, wszystko w biegu! Znowu. Wstałam, ufarbowałam odrosty, szybki prysznic, w końcu kawa! Ta kawa dziś smakowała jak nigdy, pita w pędzie by zdążyć się ogarnąć. Moje włosy są już do połowy pleców. Dziś pomyślałam żeby je ściąć, ale potem znowu będę żałowała, za to pielęgnacja byłaby przyjemniejsza i szybsza. Włosy takiej długości to już wyzwanie pielęgnacyjne. Nie mówiąc o tym ile masek i odżywek potrzebują na codzień, bo myję je codziennie. Mocno przesuszają mi się końcówki, może warto pomyśleć o ścięciu jednak? Sama nie wiem. W biegu wrzucałam do walizki ubrania, bluzki, leginsy, bielizna, skarpetki, sweter, bluza, buty na zapas, parasolka, notatnik, kosmetyki,japonki, żelazko parowe. Mój standardowy zestaw wyjazdowy. Prosto po pracy prysznic i jadę na lotnisko. Mam cichą nadzieję że samolot się nie spóźni i chociaż w tą stronę będzie bez atrakcji. Pogoda ma być dobra na szczęście. Przestraszyłam się prognozami sztormu i silnych wiatrów, bo jedno z poprzednich lądowań przy wietrze ...
 Wtorek. Wczorajsze wolne dobrze mi zrobiło. Jakoś tak naturalnie zabrałam się za obowiązki. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, paznokcie. Skończyłam o 1 w nocy. Potem obejrzałam losowy film, wzięłam lekarstwo na przeziębienie i poszłam spać. W nocy wiatr był tak silny że za oknem huczało,świstało jak podczas jakiejś śnieżycy. Dobrze mi się zasypiało w tych dzwiękach natury. To zdecydowanie moje ulubione dzwięki do snu, wiatr za oknem i deszcz. Czasem włączam sobie je na YouTube i zasypiam wówczas bardzo szybko. Po kilku godzinach zbudził mnie P. który standardowo chrapał jak niedźwiedź. Lekko poruszałam go, jednak nic to nie dało. Zaczęłam więc go budzić, a on zaczął mówić przez sen jakieś nieskładne rzeczy. Nie mogłam go dobudzić spał tak mocno, w końcu potrząsnęłam go mocno, otworzył oczy i pyta co się dzieje 😂. Nie wiem, czemu nagle zaczął tak chrapać, ma to od jakichś kilku tygodni, wcześniej tego nie było. Powiedziałam mu że jeśli będzie mnie tak budził codziennie to śpi...
 Sobota. W końcu nie pada, jest nawet słońce. Jestem zmęczona. To już piąty dzień w pracy a jeszcze jutro. Musiałam jednak odrobić przyszły czwartek w tą niedzielę. W pracy wczoraj względny spokój. Dziś mamy losować secret Santa i to komu dajemy prezent. Mam nadzieję że trafię kogoś kogo lubię. Ogólnie uwielbiam dawać prezenty, ale większą przyjemnością było by dać go komuś kogo darzę sympatią. Ustalono kwotę 20f na prezent. Ciekawe jak sobie poradzę z tym kogo wylosuję.  Przeziębienie się nie rozkręca, ale boli mnie gardło i powiększyły mi się migdałki. Kaszlu jakby mniej ale jest dość silny kiedy już mnie napadnie. Kolega z pracy miał to samo, po około tygodniu mu zaczęło przechodzić. Mam nadzieję że ze mną tak będzie i obędzie się bez wizyty u lekarza i dodatkowych leków. W poniedziałek mam jedyny wolny dzień w ciągu 8 dni. Muszę ogarnąć wszystko przed wyjazdem do szkoły, spakować się i być gotowa, bo w czwartek prosto po pracy jadę na lotnisko, już nie będzie czasu na pako...
  Środa.  Kładłam się z planem że wstanę wyspana i wypoczęta. Chyba żaden z nich się nie spełnił. Śniły mi się takie głupoty, że zastanawiałam się jak mój mózg sobie takie fantazje poskładał i skąd. Tak czy inaczej budziłam się często i nie wyspałam się wcale. Wstałam wymięta i poszłam do łazienki licząc że zimna woda na twarz mnie rozbudzi, nic z tego. W trybie zombie poszłam do kuchni zrobić kawę.  Za oknem zaskoczyło mnie słońce. Przez ostatnie pochmurne dni nie widziałam go ani razu. Czuję się lekko przeziębiona, moje pokasływanie przekształciło się w silny mokry kaszel, ból gardła nawrócił. Cholera jasna liczyłam na to, że może jednak samo przejdzie i że to zwykłe przeziębienie. Bo od wczoraj jest trochę gorzej zamiast lepiej. Zobaczę co przyniesie dzisiejszy dzień.  Zastanawiam się co słychać na działce. Pewnie niezły tam armagedon. Nie mam jednak zupełnie czasu żeby tam zajrzeć, więc pojadę tam dopiero pewnie po połowie stycznia. Mimo że obrobiłam wszystko prz...
Nawet nie wiem kiedy nastał grudzień. Dni pędzą mi jak szalone, praca, zakupy, dom, obowiązki, loty, szkoła i tak w kółko. Wkrótce święta. Dom już udekorowałam trochę, chociaż szczerze z natłoku tych zajęć jakoś nie czuję klimatu świat i pierwszy rok mnie nie cieszy wcale. Na święta nie mam zbyt wiele wolnego bo tylko 24 i 25 grudnia. Anulowałam resztę wolnego bo szkoda mi było zatrzymać urlop jesli i tak nie pojedziemy na święta do Polski. Nie wiem czemu święta mnie nie cieszą. Być może dlatego że mam mnóstwo na głowie.  Coraz częściej zastanawiam się czy ta szkoła jest dla mnie, czy nie powinnam jej zmienić na coś bardziej kompleksowego. Z jednej strony zmarnowany rok i dużo pieniędzy, z drugiej chęć czegoś więcej. Sama nie wiem. To poważny kosztowny krok i muszę to przemyśleć. Wykładowca ostatnio mówił nam że bywały osoby które w trakcie pierwszego roku 8 razy zmieniały zdanie że zostają/odchodzą ale ostatecznie zostały. Wczoraj dyskutowałam ze swoim mentorem o tym i mówi że to ...