Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2025
Wtorek. Wolne dni minęły błyskawicznie.  Ogarnęłam mieszkanie, zakupy, pranie. Potem już tylko mieliśmy czas dla siebie. Przyszła @ i znowu miałam wrażenie że boli mnie całe ciało. P. był przy mnie i wspierał w tym męczącym czasie. Zastanawiało go dlaczego większość kobiet jest wściekła podczas okresu a ja taka spokojna. Śmiałam się. Bywają takie że jestem nie tylko wściekła, jestem wkurwiona i nabuzowana jak tykająca bomba. Ten miesiąc jednak jest bardzo łagodny pod tym względem. To dobrze. Nadal jestem lekko przeziębiona i pokasłuję. Poza tym wszystko gra. Przede mną 5 dni pracy i zero czasu dla siebie. Jeszcze dziś przed wyjściem ogarniałam ostatnią pracę domową, została mi tylko druga część i mam to załatwione.  Siłownia w tym tygodniu leży. Nie byłam ani razu przez 10 dni. Najpierw wyjazd do Polski, teraz dużo pracy, obowiązki. Wybieraliśmy się wczoraj, ale w końcu ucięłam sobie drzemkę i jakoś tak wyszło że już nie pojechaliśmy. Nie wiem czy do świąt uda mi się utrzymać ...
Wczoraj poszliśmy z P. do kina. Grali u nas polski film, który niedawno wszedł do kin "Dom dobry". Nie spodziewałam się jak skończy się dla mnie ten seans. W psychoterapii mówi się że "ciało" ma pamięć, ale to jak wywaliło we mnie to co przedstawione w filmie przeraziło mnie samą. Już podczas seansu gubiłam oddech, robiło mi się słabo.  Wyszliśmy z kina i dopiero wtedy to napięcie spowodowało że nie wytrzymałam. Zaczęłam tak płakać, a moje myślenie było tylko jedno, Jezu co się dzieje że mam wrażenie że moje ciało nie współpracuje z moim rozumem. Rozum mówił "tu jest twoja rzeczywistość wyszłaś z kina" ciało jednak czuło coś innego.  Jakby czas zawrócił. Jakby ktoś zatrzymał świat. Jakbym zawisła w jakiejś przestrzeni i nie mogła się z niej ruszyć. Ta trauma ożyła i poczułam ją znowu całą sobą. P. patrzył na mnie nawet nie zaskoczony, bo widział i bacznie mnie obserwował w kinie. Obserwatorem jest dobrym, jedyny człowiek na ziemi który na mnie patrzy i już...
22 listopada. Dni lecą jak szalone a ja jeszcze bardziej się rozpędzam niż zwalniam. Ten weekend mimo że miał być wolny będzie dość zajęty, bo od przyszłego tygodnia planuję nadgodziny co tydzień aż do świąt. Trochę z tego powodu z moją manager argumentów miałam, ale w końcu się zgodziła. Ogólnie oboje z P. jesteśmy zapracowani. W domu mam lekki armagedon i potrzebuję dnia wolnego żeby ogarnąć tak jakbym chciała, tylko czy wówczas będą chęci? Ostatnio dopadła mnie jednodniowa grypa żołądkowa. Już dwa dni przed bolało mnie wszystko, każdy staw jaki miałam w ciele, czułam silne zmęczenie. Koleżanka mówi uważaj na X bo cała rodzina ma grypę żołądkową, ale to było już po tym jak ucięłam sobie z nim pogawędkę nie mając pojęcia co jest grane. Na drugi dzień obudziłam się z uczuciem silnych mdłości, robiłam jednak wszystko żeby nie zwymiotować. Pomógł mi imbir i nie jedzenie niczego. Natomiast przed biegunką nie mogłam w żaden sposób się uchronić i pół dnia spędziłam w łazience. Dalej dokucza...
 Nie wiem kiedy mijają te dni ale mamy już środę. Z Polski wróciliśmy w poniedziałek. Nie wiem czy coś złapałam, ale od wczoraj boli mnie każdy staw jaki mam w ciele. Nadgarstki, kostki, kolana, nawet czuję stawy biodrowe. Lekko pokasłuję, bolą mnie plecy i drugi dzień nie mogę spać, wstaję po kilku godzinach. Znowu będę męczyć się w pracy. Dobrze że jutro mam wolne.  Ten zjazd wykończył mnie kompletnie. Tak poszło po liniach, tak trudne rzeczy wypłynęły na zajęciach że do dziś to czuję. To konfrontowanie się ze swoimi demonami to najtrudniejsza rzecz jakiej w życiu doświadczyłam, jeszcze kiedy robisz to przez cała grupą. Chyba tylko ten kto przygotowywał się do tego zawodu zrozumie jak to jest. Psychoterapia indywidualna przy tym to przy tym bajka. Chyba nie mam innego porównania.  Pogoda dziś zimowa, posypało śniegiem, ale jak to w UK, tylko na kilka godzin. Koleżanki pokazują mi swoje choinki na zdjęciach a ja nawet nie czuję magii świąt. Zawsze kochałam ten czas. Tera...
   Piątek. Miasto budzi mnie odgłosami panów którzy dbają o porządek i syren karetki. Dawno tyle nie spałam. Prawie 10 godzin. Wstałam wypoczęta i zadowolona, a przywitały mnie życzenia urodzinowe do P. To jest ten dzień kiedy obudziłam się jako 40 latka. Dziwnie mi z tym, bo moja dusza nadal ma 21 i przez tyle lat nic się nie zmieniło. Tak sobie myślę że cztery dychy to już poważny wiek i że może powinnam coś zmienić w swoim życiu na bardziej poważne, ale ani mi się śni! Przypomniała mi się lekcja z psychologii kiedy jeden z doktorków zapytał o to kto czuje się starszy niż jest i tylko jedna osoba podniosła rękę, bo reszta czuła się dużo młodsza. Powiedział wtedy że to jest właśnie to! Najważniejsze żeby czuć się młodszym bo to ma mega znaczenie. Tak więc bez dwóch zdań należę do osób które nawet w wieku 70 lat będą czuły się jak 20latki. Oczywiście jeśli dożyję! Myślę że mam to trochę po mamie. W tym roku będzie mieć 70 lat a energii pozazdrościła by jej nie jedna 20 latka. ...
Czwartek. Od wczoraj mam wolne, jednak zabrakło mi dnia żeby ogarnąć wszystko to co zaplanowałam przed wyjazdem do Polski. Wczoraj spałam mało, bo tylko 5 godzin. Myślałam że dzisiejszą noc przespię wspaniale i wstanę wypoczęta na samolot, nic bardziej mylnego. Budziłam się może 20 razy. Śniły mi się jakieś głupoty, a jak nic mi się nie śniło to P. rozpychał się tak że miałam ochotę zrzucić go z łóżka albo ewentualnie pójść na kanapę. Obudziłam się ostatni raz o 4.10 rano. Uznałam że to już ten moment kiedy chyba trzeba wstawać, bo budzik miał i tak dzwonić przed piątą.  Tym razem P. jedzie ze mną więc wyjazd zapowiada się pełen atrakcji, oby tylko samych pozytywnych. Jest ładne słoneczne popołudnie i właśnie wsiedliśmy w pociąg z lotniska. Lot obył się bez problemów, oprócz tego że pilot musiał zataczać kolejne koło nad lotniskiem z powodu niesprzyjającego wiatru i ponownie podchodzić do lądowania. Szczęśliwie wylądował i szybko ogarnęliśmy odprawę. Potem poszliśmy na obiad na lot...
Nawet nie obejrzałam się kiedy minęły te dni, ale mamy 11 listopada. Ostatni dzień do pracy przed wyjazdem do Polski, jutro już mamy oboje wolne. Cieszę się bo odpoczniemy i wyśpimy się przed wylotem, zdążę też ogarnąć wszystko co potrzeba bez napinki, pakowanie, pranie, ogarnięcie domu.  Wczoraj o 22 wybrałysmy się na siłownię. Nie byłam 6 dni i było mi z tego powodu niekomfortowo. Biegałam cały dzień ogarniając wszystko co musiałam i wcześniej nie było kiedy. Obu nam pasowało wieczorem więc skorzystałysmy podwójnie. Moja koleżanka ma 52 lata a energii tyle co 20 latka. Nieźle ogarniamy temat i każde nasze ćwiczenia to przyjemność. Boże jak mi było dobrze złapać za te ciężary, od razu wróciła mi energia do życia, bo ostatnie kilka dni przez problemy z tym samochodem chodziłam jak struta i pozbawiona mocy. Dobrze że to już się rozwiązało.Wczoraj sprzedałam też poprzedni samochód swojemu mechanikowi, więc nie martwię się już że wpadnie dvla i założą blokady na koła za brak motu i ta...
 Dwa dni wyjęte z życia. W końcu udało mi się opłacić tax road manualnie na poczcie. Po kłótniach ze sprzedawca auta przez dwa dni który nijak nie chciał mi wyjaśnić o co chodzi z tymi dokumentami już sama dokopałam się prawdy. On sprzedaje samochody i ukrywa ich ilość żeby nie płacić podatków. Wczoraj ostatecznie powiedziałam mu że albo ogarnia te dokumenty albo dzwonię na policję i kończymy parodię. Wieczorem dostałam email potwierdzający z DVLA że własność samochodu została przepisana na mnie i że zostały wydane nowe dokumenty które powinnam otrzymać do dwóch tygodni. Odetchnęłam. Gdyby powiedział prawdę a nie kręcił to bym się tak nie denerwowała. Dwa dni chodziłam jak struta, myśląc że chwila i po samochodzie. Na szczęście wszystko się rozwiązało. Jednak to napięcie we mnie nadal siedzi, w życiu bym się nie spodziewała takiej akcji. Przez te  dwa dni niewiele spałam. Budziłam się ciągle, jednego dnia spałam tylko 5 godzin. Mam nadzieję że jutro w końcu się wyśpię. Dziś wa...
Dramat emocjonalny. Nic dodać nic ująć. Pojechałam na przegląd w poniedziałek. Facet tak rył silnikiem że dramat. patrzyłam na to z boku i się zastanawiałam co jest kurffa?! Potem okazało się że robił wszystko żeby MOT nie przeszedł. Moja puszka niestety nie została przepuszczona ze względu na zbyt wysoką emisję spalin, czyli przekroczone o 0,2%. Cyrk... Facet który robił przegląd w serwisie powiedział mi wręczając oblany przegląd że "za 600f mogę ci to zrobić w tej chwili". Popatrzyłam na niego i stwierdziłam że dzięki, skontaktuję się ze swoim mechanikiem. Tak czy siak samochodem jeździć nie mogłam.  Pojechałam do mojego mechanika. Podłączył komputer, posprawdzał, mówi tutaj nic nie ma. Opowiedziałam mu co robił na przeglądzie. Ten się zaczął śmiać i mówi że on specjalnie dawał takie obroty żeby emisja nie przeszła a powinien dawać od 2.5 do 3,5 tyś. No tak się wkur... że szok. Dwa dni myślałam co tu zrobić. Przecież byłam świadoma że skrzynia już jest nie za dobra, pogadał...
Wczorajszy dzień mogę zaliczyć do dni całkowitego odpoczynku. Wieczorem położyłam się do łóżka oglądając filmy. Tak przysypiałam i budziłam się aż do 4 rano. Mój organizm bardzo tego potrzebował. Dziś nie mam zbyt wiele planów, jedno spotkanie online, muszę zrobić przegląd samochodu, ugotować obiad najlepiej na dwa następne dni, posprzątać trochę, zrobić pranie, może pójdę też na siłownię. Po tym wczorajszym odpoczynku czuję się znacznie lepiej, wróciły mi siły, czuję że moje ciało dostało co chciało. Dzisiejszy dzień wykorzystam bardziej aktywnie. Dzisiejszy dzień ma być mocno deszczowy, szkoda że w ogóle muszę wychodzić. Przegląd jednak magicznie się nie zrobi sam. Mam nadzieję że niczego tam nie wynajdą, bo nie widzi mi się jeszcze biegać i szukać kogoś kto w razie czego naprawi samochód na już. Czasem małe gównienko znajdą i już po przeglądzie. Pewnego razu nie podbili mi bo światła były ustawione za wysoko. Jednak mechanik który go robił przestawił wysokość świateł i  drugim r...
Drugi listopada. W końcu mam wolne. Ten tydzień to był jakiś energetyczny armagedon dla mnie. Tyle ile się ubiegałam, napracowałam, ile wysiłku włożyłam w pewne rzeczy nie wie nikt. Siłownia pomaga mi trzymać formę i poziom energii, ale dziś poczułam zmęczenie kiedy wstałam, a spałam 9h i 30 minut co mi się nie zdarza zbyt często. Zazwyczaj 8h to mój cel idealny. Dziś jednak czułam się tak zmęczona po przebudzeniu że postanowiłam jeszcze na chwilę zaknąć oczy a ta chwila okazała się mieć półtorej godziny. No cóż,  wypoczynek rzecz święta i nie ma czego żałować.  Październik kończę z 325.000 kroków na liczniku i wagą -2,2kg od 19.10 do dziś.  Ten tydzień aktywnie był słabszy niż poprzedni. Średnia dzienna kroków to 10.500, trening siłowy x3, bo dzisiejszego wieczoru chyba nikt mnie na siłownie nie wyciągnie nawet dźwigiem. Dziś REGENERACJA na 100%, lenistwo i relaks! Takich dni w moim życiu nie ma wiele, ale uczę się tego żeby NAPRAWDĘ ODPOCZYWAĆ przynajmniej raz w tygodni...
Sobota. Ostatni dzień do pracy w tym tygodniu. Cieszę się bo już nie mogłam doczekać się wolnych dwóch dni pod rząd. Ten tydzień był pracowity. Bardzo. Trzy porządne treningi, dzisiaj czuję każdy mięsień. To niesamowite jaką pamięć ma ciało i jak szybko progresuję kiedy znowu wróciłam do treningów. Za każdym kolejnym razem jest łatwiej, sprawniej. Oczekiwałam takich efektów po 1-2 miesiącach a nie po 2 tygodniach. Cieszę się jednak że tak jest. Zależy mi na dobrej formie i poprawie odporności. Chcę być zdrowa jak koń, samo się to nie zrobi.  Ogarnęłam już jedzenie słodyczy i przez te dwa tygodnie było to sporadyczne i w mimimalnych ilościach. W ogóle nie czuję ochoty na niezdrowe rzeczy, za to na okrągło bym jadła... twaróg z cebulą i śmietaną😂 to chyba znak że organizm domaga się białka. Uzupełniam je regularnie w postaci shake'a po każdym treningu ale nadal mam twarogowe ssanie😅😂. W nocy padało porządnie, dziś znowu nadają deszcz. Tak czy inaczej na spacer się nie wybieram wię...